
Jolanta Kwaśniewska i styl, którego nie pokonał czas
Nic tak nie rozgrzewało mojej rodziny w połowie lat 90. jak wybory prezydenckie: Lech Wałęsa czy Aleksander Kwaśniewski. Tata za jednym, dziadek za drugim. Jako dziecko pamiętam te emocje. Pamiętam też tamten świat: Coca-Colę w szklanej butelce, ketchup Tortex na grillu i… garsonki Jolanty Kwaśniewskiej. Dziś, kiedy wszystko jest szybsze i bardziej jednorazowe, chyba dlatego tak do niej wracamy. Bo nie tęsknimy tylko za modą. Tęsknimy za pewną klasą.
Kiedy ubranie mówiło: „jestem gotowa”
Dzisiaj mamy Instagram, TikToka, Pinteresta, dziesiątki sklepów otwieranych jednym kliknięciem i tysiące stylizacji pojawiających się codziennie na ekranie telefonu. W latach 90. było inaczej.Inspiracja przychodziła z telewizji, kolorowych magazynów, wystaw sklepowych i - przede wszystkim - od kobiet, które pojawiały się publicznie.
Dlatego styl Jolanty Kwaśniewskiej miał taką siłę. Jej garsonki, kostiumy, płaszcze, kapelusze czy eleganckie sukienki nie były wyłącznie kwestią gustu. Były częścią publicznego wizerunku kobiety, która reprezentowała Polskę.

Nie chodziło tylko o garsonkę
Łatwo dziś sprowadzić styl Jolanty Kwaśniewskiej do jednego słowa: elegancja. Ale to byłaby zbyt prosta odpowiedź. Bo spójrzmy na zdjęcia. Czarna garsonka. Zgrabna sylwetka. Proste linie. Charakterystyczna fryzura. Czasem kapelusz. Czasem okulary. Innym razem jasny kostium albo sukienka.
Nie ma tu przypadkowości. Jest natomiast coś, co współczesna moda bardzo lubi nazywać „quiet luxury” - choć w przypadku stylu Kwaśniewskiej to określenie brzmi trochę zbyt współcześnie. To była elegancja bez krzyku. Bez wielkich napisów. Bez potrzeby udowadniania, ile kosztowało ubranie. I właśnie dlatego te zdjęcia oglądane po trzydziestu latach nadal wyglądają zaskakująco aktualnie.

Dlaczego wracamy do niej właśnie teraz?
Może dlatego, że moda zrobiła się trochę za szybka.
Kupujemy szybciej.
Wyrzucamy szybciej.
Zmieniamy trendy szybciej.
Jednego tygodnia wszyscy chcą wyglądać jak z lat 2000., następnego wraca minimalizm, potem „old money”, potem boho, a chwilę później kolejny mikrotrend, którego nazwy za pół roku nikt już nie będzie pamiętał. I właśnie w takim świecie klasyka zaczyna być luksusem. Nie ta rozumiana jako droga metka. Tylko klasyka jako coś, co nie potrzebuje ciągłej aktualizacji.
Może dlatego stare fotografie Jolanty Kwaśniewskiej zaczęły wyglądać dla nas inaczej niż kiedyś. Kiedyś widzieliśmy pierwszą damę. Dzisiaj widzimy estetykę, która przetrwała trendy.
I nie, nie chodzi o to, żeby dziś kopiować stylizacje z 1997 roku od stóp do głów. Moda nie działa w ten sposób.
Wystarczy wyciągnąć z tamtej estetyki kilka zasad:
1. Dobre proporcje są ważniejsze niż trend.
Dobrze skrojony żakiet potrafi zrobić więcej niż najbardziej modny fason sezonu.
2. Czerń nigdy nie musi być nudna.
Czarna stylizacja może być bardzo wyrazista, jeśli grają w niej faktury, linie i dodatki.
3. Elegancja nie potrzebuje logo.
Czasem najlepszym dodatkiem jest po prostu świetna fryzura, buty i pewność siebie.
4. Warto mieć rzeczy „na lata”.
Jedna dobra marynarka, spódnica czy płaszcz może przetrwać dziesiątki trendów.
5. Styl zaczyna się tam, gdzie kończy się przebieranie.
Najbardziej pamiętne stylizacje nie wyglądają jak kostium. Wyglądają jak część osoby, która je nosi.
Może więc nie tęsknimy wyłącznie za garsonkami Jolanty Kwaśniewskiej. Może tęsknimy za przekonaniem, że styl nie musi się spieszyć. I że prawdziwa klasa - w przeciwieństwie do trendu - nie ma daty ważności.

